„Harry Potter” i Biblia, cz.1

Wszyscy wiemy o poruszeniu w kręgach kościoła katolickiego, które spowodowało pojawienie się książek o Harrym Potterze, książek potępianych i odrzucanych przez środowiska kościelne za rzekome propagowanie negatywnych postaw i wartości, za pochwałę okultystycznych praktyk. Nie mam zamiaru dzisiaj poświęcać zbyt dużo czasu na analizę argumentów przeciwników cyklu o Harrym Potterze. Dość powiedzieć, że jako chrześcijanka nie wierzę w ogóle w to, że Harry Potter jest manifestacją zła i że lektura ta może mieć szkodliwy wpływ na jej fanów. W rzeczywistości, z mojego punktu widzenia, jeśli przyjrzeć się bliżej idei dobra i zła, kwestii wyborów moralnych, których dokonują bohaterowie książki, to możemy znaleźć w tej historii zaskakujące podobieństwa do tematów, które pojawiają się w biblijnym chrześcijaństwie.

Przedchrześcijańskie wartości C.S. Lewisa

A może te analogie wcale nie powinny zaskakiwać, jeśli zgodzić się z C.S. Lewisem, autorem Opowieści z Narnii. Pisarz wierzył, że to, co nazywał prachrześcijańskimi wartościami, może być obecne w większości najlepszej literatury świeckiej, jak również w mitach pogańskich, które kochał od dzieciństwa przez całe swoje życie. Autor Trylogii kosmicznej przez te prachrześcijańskie wartości rozumiał wszelkie obrazy i zasady, które mogą tworzyć fundament dla w pełni dojrzałej chrześcijańskiej doktryny (C. S. Lewis, Chrześcijańskie refleksje). Wierzył on również w to, iż ludzkie istoty są stworzone przez Boga i mogą być przyciągnięte do niego oraz wiedzy o nim przez idee zawarte w literaturze.

Oczywiście, nie twierdzę przez to, że autorka cyklu o przygodach Harry’ego Pottera celowo zawarła w książce chrześcijańską metaforykę i duchowe przesłanie. Podobnie i C. S. Lewis pierwotnie nie miał zamiaru tworzyć chrześcijańskiej beletrystyki dla dzieci, a chrześcijańskie analogie wyłoniły się naturalnie z jego głębokiej, osobistej wiary.

Religijność autorki HP

Natomiast o religijnych przekonaniach J.K. Rowling wiemy bardzo mało. Sama pisarka deklaruje, że wierzy w Boga, jest członkiem Kościoła Szkocji i pojawia się w kościele „częściej niż na ślubach i chrzcinach” (wywiad Evana Solomona z J.K. Rowling). Jednak jestem pewna, że opowieść o Harrym Potterze byłaby daleko mniej pociągająca, jeśli byłaby zaledwie jakimś rodzajem opowieści moralizatorskiej. Dlatego w tym artykule chcę zbadać to, co stanowi, według mnie, o wartości lektury. Chodzi o wspominane wcześniej prachrześcijańskie wartości, których zapis dostrzegam w książce i postaci Harry’ego Pottera. Rozważenie tych kwestii wydaje się istotne ze względu na dwuznaczności związane z oceną samego bohatera, jego zewnętrznych cech, jego postępowania, osobistych wyborów, tego co związane z użyciem i nadużywaniem mocy, jak również sposobu, w jaki Harry jest chroniony przez poświęcenie swojej matki. Powinnam również odnieść się do symbolicznych znaczeń związanych z feniksem o imieniu Fawkes i jego podobieństw do jednej z postaci Trójcy Świętej.

„Bo nic nie jest takie, jakie się wydaje”

Jednym z czynników, które sprawiają, że opowieści o Harrym Potterze są tak intrygujące jest to, iż pierwsze wrażenia dotyczące postaci czy zdarzeń bywają często zwodnicze. A J.K. Rowling ma niezwykły dar zmieniania naszego postrzegania ludzi i sytuacji poprzez stopniowe dostarczanie nowych informacji o nich. Czasami ów pierwszy kontakt, pierwsze informacje bywają zwodnicze zupełnie niecelowo, ale najczęściej rzeczywistość kryjąca się pod powierzchnią zawiera ogromny potencjał znaczeniowy i jest naprawdę ważna, nie tylko dla samej fabuły. Najbardziej widowiskowo jest to przedstawione w części czwartej Harry Potter i Czara Ognia.

Świat, który został wykreowany przez J.K. Rowling przypomina zabawę kalejdoskopem – jeden obrót i wszystkie elementy opowieści układają się w inny wzór. W części piątej, Harry Potter i Zakon Feniksa, główny bohater wciąż doświadcza tego efektu nieustającej zmiany. „Oszalały Dudley” uświadamia Harry’emu, że wspomnienia z cudownego dzieciństwa są nie tylko słodkie i słoneczne, ale mogą wzbudzać współczucie. Pensieve wyjawia właściwie to samo o Snapie.
Ciocia Petunia jest nie tylko zdystansowaną krewną, ale i siostrą matki Harry’ego, natomiast Cho zamienia się z nieosiągalnej sympatii w głupią, pustą beksę. A, co najtrudniej zaakceptować czytelnikowi, James spada z pozycji bohatera do poziomu niedojrzałego, popisującego się łobuza, który na szczęście „wyrósł z tego”.
I wreszcie Luna Lovegood, która, w ostatniej rozmowie z Harrym w ostatnim rozdziale wspominanej powyżej części, przestaje sprawiać wrażenie marzycielskiej, ekscentrycznej i naiwnej dziewczyny, za to rozkwita spokojem, wewnętrzną siłą i godnością, co przypomina nieodparcie moc wiary. Dzięki tym wszystkim sytuacjom Harry uczy się, że nie należy sądzić po pozorach – po zewnętrznym wyglądzie czy przelotnej znajomości.

„Abyście czasem wybierając kąkol, nie powyrywali wraz z nim i pszenicy.” (Mt 13, 29)

I to jest także motyw, który przewodzi w Biblii. Ta zasada jest najbardziej wyraźnie przedstawiona w starotestamentowej opowieści, kiedy to prorok Samuel odwiedza pewną rodzinę, aby wybrać następnego króla Izraela. Jest tam siedmiu przystojnych, postawnych młodzieńców przedstawianych mu jeden po drugim. Natychmiast Samuel zakłada, że świetnie wyglądający najstarszy z braci będzie idealnym królem. Ale Bóg mówi do niego: „Nie patrz na jego wygląd ani na jego wysoki wzrost; nie uważam go za godnego. Albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce” (1 Sm 16, 7) W końcu to najmłodszy brat, który pozostał na zewnątrz, aby pilnować owiec (bardzo ważny jest, celowo wybrany, nisko-społeczny status tego zajęcia) zostaje wywyższony przez Pana i namaszczony na przyszłego króla. 

W innym miejscu Biblii obecny jest silny przekaz wskazujący na to, iż nigdy nie będzie nam łatwo rozróżnić pomiędzy dobrymi i złymi ludźmi. Jako przykład Jezus opowiada przypowieść o pszenicy rosnącej na polu z kąkolem, a trzeba pamiętać, iż kąkol we wczesnych stadiach wzrostu jest prawie identyczny jak pszenica. W przypowieści tej rolnik doradza swoim pracownikom, aby pozwolić dwóm roślinom dojrzeć jednej przy drugiej i nie próbować sądzić, która jest która do czasu aż obydwie w pełni wyrosną. Chodzi o to, by przedwcześnie i pochopnie nie wyrwać tej dobrej razem ze złą (Mt 13, 24-30). Oczywiście, zachowanie Severusa Snape’a w Księciu Półkrwi mogłoby wzbudzić pytania i wątpliwości w związku z tą właśnie przypowieścią. Co się stanie, jeśli zło w późnych fazach wzrostu jednak zechce zniszczyć dobro? To ważne pytanie, jednak odpowiedź na nie wymagałaby oddzielnego rozważenia z koniecznym rozpoznaniem dotyczącym granic łaski, słabości zmieszanej z dobrem i oznak prawdziwej skruchy. 

Zarówno Stary, jak i Nowy Testament są pod tym względem jednoznaczne – żaden człowiek nie zna prawdy o drugiej osobie, zna ją tylko Bóg i Harry Potter tę prawdę potwierdza. W odróżnieniu od Boga nie możemy zajrzeć do serc bliźnich, tak jak Harry nie może wejrzeć w serce Dudley’a, Snape’a, cioci Petunii, Cho lub swego ojca – Jamesa.

Idź do cz. 2


Lisa Cherrett,
harrypotterforseekers.com

Daj znać, co o tym myślisz!